29 kwietnia 2015

Restauracja grzbietnicy z końca XIX wieku.

Niedawno kupiłem piłę. Kosztowała kilkadziesiąt złotych w serwisie aukcyjnym. W czasie odnawiania na płycie pojawiły się oznaczenia. Na blasze odsłonił się napis: "George H. Bishop & Co. (...) Cincinnati (...)". Ku mojemu totalnemu zdziwieniu i po poszukiwaniach w internecie okazało się, że piła została wyprodukowana pod koniec XIX wieku. Przeczytałem, że piły z takim oznaczeniem były produkowane w latach 1882 - 1899. Kupiłem ją z myślą o odnowieniu i dalszym użytkowaniu, choć informacje o jej pochodzeniu i wieku trochę mnie onieśmieliły. Postanowiłem jednak spróbować. Odrdzewiłem przy pomocy elektrolizy. Wyszlifowałem, pobejcowałem i polakierowałem rękojeść. Usunąłem stare zęby i wyciąłem nowe. Wypolerowałem mosiężne śruby. Oto efekt mojej pracy.

Piła przed restauracją:

Przyrząd z pilnikiem płaskim do zeszlifowania starych zębów (były bardzo nierówne):

Blacha piły gotowa do wycinania nowych zębów:

Listewka z naciętymi szczelinami dla równomiernego rozmieszczenia zębów wraz z blachą piły w imadle:

Nacięcia o głębokości ok 1mm wykonane brzeszczotem:

Wybrałem szlif zębów do cięcia wzdłuż włókien. Czas na wycinanie ząbków pilnikiem trójkątnym:

Pierwsze zęby po wstępnym szlifie:

Zęby po wyszlifowaniu i naostrzeniu:

Przyrząd do odchylania zębów:

Piła po restauracji:

Krótki test piły:
film

Dla porównania inna piła przed odnowieniem:
film

25 czerwca 2013

Projekty

Niestety mała kontuzja pokrzyżowała mi plany związane z pracownią i od paru tygodni zaglądam tam tylko, by sobie popatrzeć... W międzyczasie projektuję trochę i przynajmniej w ten sposób rekompensuję sobie czas "nieróbstwa". Zawsze fascynowały mnie kształty tzw. trybali, czyli tatuaży wzorujących się na tradycyjnych formach plemiennych, takich jak np. maoryskie moko. Postanowiłem spróbować i zacząłem szkicować różne formy mebli w takim klimacie. Starałem się oczywiście pozostać w zasięgu moich możliwości, jeśli idzie o późniejsze wykonanie tych projektów w drewnie, dlatego musiałem trochę powściągnąć swoją wyobraźnię. Oto co mi m.in. wyszło:
Ciekawe, czy ktoś chciałby coś takiego w swoim domu?

17 kwietnia 2013

Krótka wycieczka po pracowni.

Mnóstwo czasu spędzam na "odświeżaniu" maszyn. Naprawy, reperacje, regulacje, skręcanie, pasowanie, rozkręcanie, szlifowanie, doklejanie... Masakra. Ostrzegam - nie kupujcie maszyn firmy PROMA, ani podobnych! Ten sam model pilarki (u Promy PKS-250P) produkowany w Chinach jest też oferowany przez innych "producentów". M.in.: Luna, Bernardo i inne. Najbardziej załamał mnie fakt popękania plastikowego lejka, który zbiera pył i wióry z niecki tarczy pilarskiej do odciągu. Całe szczęście znajomy płatnerz Jacek Matera wykonał dla mnie taki element z blachy. Mistrz! :) Jak najszybciej muszę się całkowicie przebranżowić na pracę z ręcznymi narzędziami i przestać się przejmować tymi bublami, które w swoim niedoświadczeniu nabyłem... Tymczasem zobaczcie, jak wygląda pracownia w fazie wyposażania.